niedziela, 21 grudnia 2014

Mój dzisiejszy dzień.

Cześć!
Postanowiłam,że opiszę mój dzisiejszy dzień,albowiem był bardzo ważny: w końcu pisałam próbny egzamin.

Najpierw chciałabym podziękować za te słowa typu:"Trzymam za ciebie kciuki na egzaminie!","Spoko,dobrze ci pójdzie. Tylko nie się rozchoruj!",lub po prostu "Zdrowiej!". To naprawdę dla mnie miłe,gdy czytałam te komentarze aż drgawek dostałam. Tak,drgawek. Nie wiem czemu,ale już tak mam,że gdy jest mi bardzo miło dostaję drgawek. Wiem,dziwne xDD 

Więc tak. Wstałam sobie o 6.00,ponieważ na egzamin musieliśmy już być o 7.40. Wiecie,to całe wybieranie numerków,wpisywanie kodu,peselu... Strasznie źle się czułam. Może mniej niż wczoraj,ale i tak nie mogłam zapanować nad ruchami,myślałam,że zaraz się wykopyrtnę i będę tak leżeć. Temperatura się nie zmieniła: 37 stopni. Nie mówiłam rodzicom,bo wolałam napisać egzamin i zobaczyć jak to będzie 1 kwietnia. Później razem z Nat poszłyśmy do szkoły. Chwilę czekałyśmy i można było wejść na stołówkę,bo tam był egzamin. Z każdą chwilą mój stres narastał. Gdy czytałam instrukcję to cała się trzęsłam. Zaczęliśmy robić zadania z języka polskiego i matmy. Były całkiem proste,nie napisałam dwóch. Nie zdążyłam. Pisałam bardzo długie wypracowanie,bo dla mnie było najważniejsze na egzaminie. Strasznie się bałam,że będzie jakiś temat,którego nie będę w stanie zrealizować. Na szczęście temat był łatwy - tematem wypracowania był "Pies na medal",więc wzięła mnie wena i się rozpisałam. Później wystarczyło tylko zakodować odpowiedzi i gotowe - mogłam wyjść na 15-minutową przerwę. Normalnie,wszyscy jedli kanapki itp.,za to ja postanowiłam pogadać z Nati do końca przerwy,zamiast jeść kanapkę lub ciasteczka,które zapakowała mi mama. Po przerwie rozpoczęła się druga część egzaminu - język angielski. Najpierw cztery zadania ze słuchania. Najgorsze,że były tam też opisywane inne rzeczy z odpowiedzi dla zmyły,ale chyba wszystko mam dobrze. Zasuwałam,aż do 10 zadania,które było dla mnie najtrudniejsze. Ale i tak je zrobiłam,mam nadzieję,że dobrze. Gdy jedna z pań powiedziała,że do końca zostało 10 minut byłam już w połowie kodowania. Potem mogłam wyjść i odetchnąć z ulgą. Byłam zmęczona po egzaminie,a tu jeszcze 3 godziny w szkole... tak czy siak,wytrzymałam. Po egzaminie poszłam na godzinę wychowawczą,później był w-f. Nudziłam się,bo nie mogłam ćwiczyć. Na szczęście lekcja w-f'u szybko zleciała i rozpoczęła się Wigilia klasowa. Oczywiście wylałam colę (jak zawsze xdd),ale szybko posprzątałam. Zjadłam trochę ciasta i prażynek. Kilka rzeczy z Wigilii zostało,dlatego Pani porozdawała je w nagrodę uczniom,którzy pomogli jej posprzątać salę. Ja dostałam prawie całą butelkę tymbarka jabłko-mięta i mandarynki. Po szkole ja i Nat poszłyśmy do domów. Zrobiłam lekcje,włączyłam komputer i tak sobie do tej pory siedzę. Jeśli chodzi o mój stan zdrowia,to bardzo też mnie boli gardło,mam katar,kaszel i ta uporczywa gorączka. Mam nadzieję,że do świąt wyzdrowieję,a jak nie,to razem z rodziną przeniesiemy Wigilię do mnie. 

Myślę,że fajnie spędziłam dzień,mimo tej gorączki,egzaminu...A Wam jak minął dzień? Mam nadzieję,że dobrze! ;*

Pozdrawiam

~Marcia



MILKA! Nie,nie dostałam smaku oreo,tylko "Happy cows". Ale oreo niedawno jadłam. Happy cows to ta,która ma białe łatki. Jeszcze nie jadłam,ale za pewne jest bardzo smaczna!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz